• Wpisów:25
  • Średnio co: 83 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 18:20
  • Licznik odwiedzin:3 331 / 2179 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Po co Ci definicja ludzkiego szczęścia, skoro masz ją może już od tygodnia..? Zadowalasz się cudzą, przecież nie potrzebujesz własnej.

Ja ją mam.

Wiesz co w tym wszystkim jest najgorsze, co sprawia mi najwięcej bólu? Ta chora potrzeba patrzenia na Ciebie. Od razu wiem wtedy, do kogo należę. Mój umysł pożąda widoku twojej twarzy. Chcę uczyć się Ciebie na pamięć, pachnieć Tobą. Chcę mieć Cię jedynie dla siebie. Zawsze na zawsze.
 

 
Znów poczułem znajomy oddech na szyii, drobną dłoń zaciskającą się na mojej dłoni. Proste gesty tak bliskie, memu martwemu sercu. Po raz kolejny gdzieś w głębi "duszy" coś we mnie pękło, a wspomnieniami wróciłem do dni, w których nie trzeba było martwić się o nic. Bezpieczne ciepło drugiego człowieka ogrzewało mnie od środka, topiąc jednocześnie lodową pokrywę z zewnątrz. I choć wszystko dawało wtedy tyle szczęścia, miłość była moją największą obawą.
 

 
Nie naprawimy tego, co zostało zniszczone, możemy jednak zadbać o to, by nic więcej nigdy się już nie popsuło. Jeżeli będziemy pragnąć tego oboje. Tak samo. Uda nam się. Jeśli jednak zdecydujesz się, odejść, poddać, zwyczajnie zapomnieć, ja puszczę Ciebie wolno. Nie zamierzam Cię więzić, Szybko opuścisz me serce. Tylko nie zachłyśnij się tym szczęściem wolności, gdy będziesz już odchodzić.
 

 
Jednym z ostatnich mych wspomnień był obraz rozczarowania, gdy całego bólu, który we mnie jest nie mogłem przenieść na ciało, które przecież o wiele lepiej znosiło to wszystko. Nie wytrzymując już tego cierpienia, pozwoliłem na to, by moje myśli całkowicie mnie pochłonęły. Stopniowo oddalałem się od świata, przywykłem do życia bez ludzi. Każdy kontakt z rzeczywistością był dla mnie bolesny. Z czasem, wszystkie uczucia i emocje zanikały we mnie, tworząc pustą przestrzeń, która wypełniła się czymś nowym. Nicością. Gdy wreszcie całkowicie przestałem czuć, moje ciało zaczęło umierać. Stawałem się zimną istotą, wrakiem człowieka. Niczym nie przypominałem osoby którą byłem dawniej. Dusza bez ciała i ciało bez duszy. Nikt nawet nie zauważył, gdy zacząłem się zlewać z cieniami. Przecież od dawna byłem martwy.
 

 
Wróciłem do domu. Byłem sam. Nie tracąc czasu pobiegłem do pokoju. Zrzuciłem z siebie ubrania na podłogę. W głowie kłębiło mi się milion myśli. Chwyciłem pierwszy lepszy piszący długopis i kartkę papieru. U góry w centralnej części starannie napisałem "przepraszam kochanie". Nie pamiętam reszty słów, wychodzących spod mojej dłoni. Podpisałem się, po czym zagiąłem kartkę na pół. List pozostał na stole. Wziąłem głęboki wdech. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Stanąłem przed lustrem, popatrzyłem na siebie. Serce każdym skurczem, sprawiało mi ból. Wszystko wrzeszczało we mnie - zrób to! Pewny swojej decyzji otworzyłem jedną z szuflad komody, sięgnąłem po tabletki przeciwbólowe i małe żółte pudełeczko. Położyłem się na łóżku. Przymknąłem opuchnięte od płaczu powieki, zacisnąłem zęby. Obiecałem sobie, ze nie będę krzyczeć. Zawartość pudełka zaciskałem w drżącej ze strachu dłoni. Zaczęło się. Przyłożyłem ostrze do nadgarstka. Jeden pewny ruch, głęboka rana. Czułem dobrze mi znaną substancje na skórze. Przeszły mnie przyjemne dreszcze. Kolejne przeciągnięcia. Ból falami rozchodził się po moim ciele, dając mi rozkosz. Krew opuszczała mnie wolno. Do ostatniego tchu, świadomość mnie nie zostawiła .
 

 
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym jak będzie wyglądać śmierć. Mimo setki gotowych w głowie scenariuszy nie miałem pewności, co do tego jak potoczy się moje życie,a raczej jego koniec. Czułem ogromne zaskoczenie, które z czasem ustępowało miejsca rozczarowaniu, kiedy wiedziałem, że wszystko za moment ma się zakończyć. W jednej chwili zniknęły wszystkie moje wcześniejsze obiekcje. Wiedziałem już, że tylko tego jednego pragnę. Pewny siebie szedłem na spotkanie ze śmiercią, wiedząc że nie będzie odwrotu.

.
 

 
no to kocie mój kochany, dużo chlania, jarania, ruchania, dobrych dupeczek, kolczyków jakich sobie zapragniesz , żeby żarcie szło w cycki, no i generalnie wszystkiego czego sobie zapragniesz.
 

 
"Był sobie kiedyś chłopiec. Kiedy chłopiec miał sześć lat, ojciec dał mu sokoła do polowań. „Sokoły to drapieżniki, zabijają inne ptaki”. Sokół nie lubił chłopca, chłopiec nie lubił sokoła. Jego ostry dziób przyprawiał go o niepokój, a jasne oczy wciąż go obserwowały. Gdy tylko chłopiec się doń zbliżał, ptak atakował go dziobem i pazurami. Przez wiele tygodni jego nadgarstki i ręce wciąż krwawiły. Oswojenie go było prawie niemożliwe. Ale chłopiec próbował, bo chciał zadowolić ojca. Przebywał z sokołem cały czas wciąż do niego mówiąc albo nawet grając muzykę. Powinien trzymać go w ciemności, ale siadał tam, gdzie ptak mógł go widzieć, dotykał go i głaskał po skrzydłach, żeby zdobyć jego zaufanie. Karmił go z reki, ale z początku ptak nie chciał jeść. Później jadł tak łapczywie, że kaleczył mu dziobem dłonie. Ale chłopiec był zadowolony, bo zrobili postępy. Chodziło mu o to, żeby ptak dobrze go poznał, nawet jeśli ranił go do krwi. Chłopiec zaczął dostrzegać, że sokół jest piękny, że jego smukłe skrzydła są stworzone do szybkiego lotu, że jest silny i szybki, dziki i łagodny. Gdy nauczył się krążyć i wracać na jego nadgarstek, chłopiec omal nie krzyczał z radości. Czasami ptak wskakiwał mu na ramię i wsadzał dziób w jego włosy. Chłopiec wiedział, ze nie jest tylko oswojony, ale i doskonale wytrenowany, poszedł do ojca i pokazał mu, czego dokonał. Spodziewał się pochwały, ale ojciec wziął ptaka, teraz oswojonego i ufnego, i skręcił mu kark. „Mówiłem ci, że masz uczynić go posłusznym A ty nauczyłeś go kochać. Sokoły nie mają być kochanymi, domowymi pupilami. Są dzikie, gwałtowne i okrutne. Ten ptak nie został wytresowany, tylko złamany”. Później, kiedy chłopiec został sam, płakał nad przyjacielem, aż w końcu ojciec przysłał sługę po martwego ptaka i kazał go pogrzebać.

Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nieprawda, że czas leczy rany i zaciera ślady. Może tylko łagodzi przykrywając wszystko osadem kolejnych przeżyć i zdarzeń. Ale to, co kiedyś bolało, w każdej chwili jest gotowe przebić się na wierzch i dopaść. Nie trzeba wiele, żeby przywołać dawne strachy i zmory. Gdyby nawet trwały w ukryciu, zepchnięte na samo dno, to przecież gniją gdzieś tam, na spodzie, i zatruwają duszę, zawsze pozostawiając jakiś ślad - w twarzy, w r**ch, w spojrzeniu - tworzą bariery psychiczne, kompleksy. Nie pomoże wódka, nie pomoże szarpanie się w skrajnościach, od usprawiedliwiania do potępiania.
 

 
I znów kończę ze sobą i kończę, nie mogą niczego porzucić. Powrotów było tysiące, każdy następny co bardziej raniący. W głowie mam już teraz taki mętlik, że nie widzę świata, żyję tym co czuję, nie tym co rozumiem. Doprowadzony do skrajnych granic szaleństwa, próbuję naprawić swoje życie, które z premedytacją niszczyłem ostatnimi czasy. Pozostawiony na samotne miesiące aż do śmierci, odliczam dni, aby ze sobą skończyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I wiem, że powrotów nie będzie. Zostawiam pożegnalny list i postanawiam, że to ostateczny koniec. Nie taki jak zawsze, kończący się po dniu czy dwóch. Teraz koniec ma być kropką, a nie przecinkiem. Jak to mówią ludzie, koniec rozdziału. Zaczynam wszystko od nowa. Bez niepotrzebnego ciężaru, którym jesteś Ty. Nie żebym za takiego cie uważał, ale rozumiesz. Być uzależnionym od drugiej osoby jest naprawdę denerwujące dla obu stron. I ciągle tłumaczenia, dlaczego tak a nie inaczej, i niepotrzebne kłótnie. Dlatego odchodzę, zostawiając ci ten list. Wiem, ze jestem tchórzem mówiąc ci dopiero po fakcie, jednak nigdy bym się w sobie nie zebrał by ci to powiedzieć.
Teraz mogę powiedzieć, że jestem wolny. Jak ptak czy inne stworzenie nie będące na uwięzi. Wiem, że nigdy nie zabraniałeś mi niczego i wszystko mogłem, jednak uwięziłeś mnie psychicznie. A teraz mam nadzieję, że będąc z dala od ciebie będę naprawdę wolny. I życzę ci abyś też uwolnił się ode mnie.
  • awatar Gość: też chce sie uwolnić ale nie zawsze idzie powodzeni
  • awatar Gość: Może nie chcę?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Okropny przypływ gniewu. Brzmi znajomo, prawda? Nie lubię tego. Wręcz nienawidzę.. Nie podoba mi się utrata kontroli. Płaczę, krzyczę. Czasami nawet odczuwam irracjonalny strach, przed samym sobą. Kładę się wtedy do wanny, zdejmuję koszulkę i spodnie. Jestem pewien tego, czego pragnę najbardziej. Myśli mam jakieś dziwne, poplątane. Czas płynie inaczej, serce bije wolniej. Długo patrze w sufit. A potem po prostu zaczynam. Jedno cięcie, drugie, trzecie. Krew. Dużo krwi. Przyjemnie uczucie spokoju, wszech ogarniając​a euforia trwająca godzinami. Ale ból wraca. Zawsze. Ty nawet nie pomyślisz co u mnie. Dlatego cały czas umieram na nowo, na nowo, na nowo. Moja cisza krzyczy do Ciebie. Nie widzisz tego. Zaślepiają Cię uczucia do mnie, które mimo iż chciałabyś, nie umierają. Nawet wtedy, kiedy mijasz mnie na ulicy i wiesz, ze patrze prosto na Ciebie odwracasz spojrzenie, udając, że to nie mnie zobaczyłaś. Oszukujesz samą siebie. Nie martw się, nie mam Ci tego za złe. Nawet wtedy, kiedy biegnę schodami w górę. Wciąż pozostajesz moją największą, nie nie.. jedyną miłością. Może pomyślę o Tobie przypadkiem, gdy będę stać na krawędzi parapetu jedenastego piętra. Przeraźliwie pustym wzrokiem popatrzę na małe postacie, usiłując ujrzeć pośród nich właśnie Ciebie. Może zdobędę się wtedy na odwagę, wyciągnę z kieszeni telefon i wykręcę Twój numer. Wezmę głęboki wdech, ale się nie odezwę. Może, gdy zacisnę powieki wspomnieniami wrócę do dni, kiedy byłaś. A potem po prostu skoczę.
  • awatar Gość: jestś super masz mega dobry styl pisania pamiętaj otym mloda
  • awatar Justii ♥: Super blog , oby tak dalej . Zapraszam do mnie :)Super blog , oby tak dalej . Zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Aethylum.
Substancja czynna: chlorek etylu 70,0 g

Ethylis chloridum w zetknięciu ze skórą paruje, pochłaniając ciepło ciała. Następuję natychmiastowe aczkolwiek krótkotrwałe zamrożenie komórek, w skutek czego dochodzi do całkowitego znieczulenia zakończeń nerwów czuciowych i zniesienia odczuwania bólu. Ze względu na zawarte toksyny w chlorku etylu nie nadaje sie on do znieczulenia ogólnego, gdyż uszkadza serce i płuca.
 

 

Nikt nie jest na zawsze. Nigdy.
Wydaje Ci się, że jesteś kimś a jesteś nikim.
Trudno jest sie wtedy przyznać do popełnionych błędów.
Przyjaciele okazuja się nie być tymi, za których ich brałeś.
Odchodzą.
A Ty zostajesz całkowicie sam.
Nie wierzysz.
Zaprzeczasz, próbujesz się bronić.
Przecież to naturalne.
Jedno klamstwo, drugie trzecie.
Sam zaczynasz się w tym już gubić.
Zapętlasz sie w tym wszystkim.
Gdy to do Ciebie dociera, nie ma już odwrotu.
 

 
Mówią, że cię nie ma. Że tak naprawdę nie istniejesz. Każdy prawdziwy mężczyzna próbuje się bronić. Więc pijesz. Jeden kieliszek, drugi, potem trzeci... Jedna noc, potem druga, potem trzecia. Jedna kobieta, druga, trzecia. I jesteś. Przecież musisz być. W ustach czujesz smak alkoholu. Oczy pragną odpoczynku, zamykasz je. Na skórze czujesz jej dotyk. Nie parzy, nie wzrusza. Ale go czujesz. Przecież to dowody. Dowody na to, że jesteś. Że jesteś częścią istnienia. Marną, ale zawsze...
Rodzina? Fałsz, obłuda. Ty? Mistyfikacja. I co tu jest prawdziwe? Chyba tylko życie. A jeśli nie, to...
 

 
Wiedziałem to przez całe życie, to zabawne. Wyrosłem z tego dopiero rok temu i “stałem się takim człowiekiem, jakimi zawsze gardziłem”. Przez cały okres gimnazjum podczas drogi powrotnej ze szkoły uważnie patrzyłem na trawę, usilnie pragnąc ujrzeć tam czarny notes.
W głowie byłem bogiem, byłem ponad każdym, moje cele i priorytety miały idealistyczną barwę, chciałem być wszystkim i mieć wszystko. Byłem przekonany o moich ponadprzeciętnych możliwościach intelektualnych, o niesamowicie rozwiniętej inteligencji emocjonalnej, o łatwości z jaką przychodziło mi manipulowanie innymi. Wszystkie relacje interpersonalne były dla mnie czymś w rodzaju testu, sprawdzianu, czy podołam; czy będę potrafił perfekcyjnie udawać kogoś, kim nie jestem, czy zdobędę czyjeś zaufanie szybciej, niż przewiduje to norma, czy uda mi się wywrzeć określony wpływ na poszczególne jednostki. Nie przywiązywałem się, nie miałem szczególnych wymagań wobec innych, patrzyłem na nich pobłażliwie dziwiąc się, że są w stanie chodzić i mówić jednocześnie. Ja byłem wyjątkowy. Kreowałem sobie własną rzeczywistość, imponowałem innym, polegałem sam na sobie.
 

 
Nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem.
 

 
Czekałam na Ciebie od tak dawna. Widziałam Cię w tłumie z daleka. Szłaś środkiem, nie zwracając na nikogo uwagi. Nikt nie musiał mi mówić, że to Ty. Czułam to całą sobą. Patrzyłam prosto w Twoje oczy, ale nie dostrzegałam w nich swojego odbicia. Ty zdawałaś się mnie nie zauważać. Twoja twarz nie zdradzała żadnych emocji. Lodowa maska. Byłam dla Ciebie jednym ze składników wydychanego powietrza. Obojętna minęłaś mnie, powodując tym samym, że moim ciałem wstrząsnął zimny dreszcz. Ból rozrywał mnie od środka. Krzyknęłam. Nawet nie skinęłaś głową. Przez chwilę stałam i patrzyłam jak odchodzisz. Jak w moim umyśle zmieniasz się w cień.
  • awatar nemA.: "Dusząca tęsknota za prawdziwym życiem." , ile ja bym dala zeby wrocic do dawnego zycia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuję się samotny, gdy wiem, że nikt nie rozumie mojego nieszczęścia. To takie ludzkie a zarazem mi odległe..Tak więc to już koniec. Koniec mnie. Żadne tabletki nie leczą mojego wewnętrznego bólu. Niczego nie czuję. Całkowicie opustoszałem. Odnoszę wrażenie, że moja dusza rozpada się. Tlen czerpany z powietrza boleśnie kaleczy mi klatkę piersiową i drogi oddechowe. Nie mogę tego nazwać już nawet cierpieniem. Realność świata nie dociera do mojej świadomości, odgradza mnie od niej przepaść. Pustka. Z wolna opuszczam wasz świat, zostawiając po sobie ciało, będące trumną dla mej unicestwionej duszy.
  • awatar Jestem nikim,elo.: Z wolna opuszczam wasz świat, zostawiając po sobie ciało, będące trumną dla mej unicestwionej duszy. - Świetne.
  • awatar Gość: Zabijając siebie uśmiercisz nas oboje.
  • awatar Fałszywy Uśmiech .: będziesz żałowała niektórych decyzji.. bardzo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Świat Cię odrzuci, zostaniesz całkowicie sam, ze swoimi najczerniejszymi myślami. Aktywność mózgu będzie doprowadzać Cię do szału, szczególnie wtedy gdy będziesz chciał być już martwy. Wpadniesz w obłęd. Stopniowo zaczniesz zagłębiać się w zakamarki własnego umysłu. Stracisz kontakt z rzeczywistością. Mimo twego głośnego krzyku nikt nie będzie Cię słyszeć. Będziesz trwać w bezkresie pustki własnego umysłu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Moje ciało nadal zamarza, choć Twoje słowa grzeją je od środka.

Powróciłem do życia, które od tak dawna nie należy do mnie i do długich nocnych rozmów, z druga osobą mieszkająca w moim ciele. Tabletki nadal nie pomagają, jednak jest znacznie lepiej niż mogłem się spodziewać. Ból nie jest już przeszkodą. Ciekawi mnie jak wygląda egzystencja zwykłego zdrowego człowieka. Funkcje mojego mózgu ponownie działają. Z wolna zaczynam widzieć prawdziwy świat, trochę jakby przez mgłę. Choć nie wiem ile z tego co widzę jest prawdą.
 

 
Mam prośbę, Drogi Przyjacielu. Weź ten nóż, niech jego blask wywoła uśmiech na Twej twarzy, później zrób nim jedną ranę w moim sercu. Ciało zachowaj. Zawsze, kiedy tylko o mnie pomyślisz wytnij prostą linię na moim nadgarstku. Kiedy tylko będziesz na mnie zły zrób kolejną dziurę w klatce piersiowej, dziurawiąc płuca i serce. Kiedy mnie znienawidzisz, tym samym nożem, w którym zalśniała Twoja twarz, gdy niszczyłeś drugiego człowieka, odetnij mi głowę i wykrój wszystkie skrawki narządu, który podziurawiłeś, w przypływie złości. Głowę spal, ciało zakop, a “serce” zachowaj na pamiątkę. Oto mamy praktyczny przykład relacji psychicznych, pomiędzy dwojgiem ludzi. Myśle, że to wszystko, mój najdroższy przyjacielu. Bywaj.
 

 
Nie przestaję Cię kochać. Tęsknota rośnie z dnia na dzień. Ten ciężar na sercu niszczy mnie. Tyle niewypowiedzianych słów. Bez względu na to jak będziemy się starać nigdy nie dostaniemy tego czego chcemy, nasze pragnienia będą wykraczać daleko po za skrajne granice możliwości. Będziemy żyć z poczuciem niedosytu, wiedząc, że jest już za późno. To już koniec.
 

 
Czternasty dzień stycznia dwa tysiące trzynastego roku.


Pustka w moim umyśle zdaje się pogłębiać. Ból staje się nie do zniesienia. Jestem ciekaw ile mogę jeszcze wytrzymać, jak silny jestem. Tabletki przestają działać. Nie mogę krzyczeć, strach zaszywa mi usta. Powracają wszystkie najczerniejsze scenariusze końca.